mala_czarna

Dzyń, dzyń, dzyń! To w mojej torebce. Ela. Odkąd rozstała się z mężem, dzwoni do mnie codziennie, a nawet kilka razy dziennie i zawsze zaczyna rozmowę w ten sam sposób.

– Cześć, mam problem.
– Co się stało? – odpowiadam i zastanawiam się, czy Ela kiedyś zadzwoni do mnie jak nie będzie miała problemu.
– Nie mam w co się ubrać.
– Wiem. Wczoraj nie mogłaś domknąć szafy. Dałaś radę?
– Nie. Dziś jest jeszcze gorzej. Jedno skrzydło odpadło, szafa otwarta, ubrania w szafie i pod szafą, a ja…
– …goła i wesoła. – pomagam Eli dokończyć myśl.
– Nie, nie wesoła, ale fakt, że goła – słyszę w słuchawce zmieniony głos Eli.

„Chyba jest gorzej niż źle” – myślę. Przypominam sobie Elę jak jeszcze rok temu biegała po sklepach z rumieńcem na twarzy, w jednej ręce z kartką A4, a w drugiej ze swoim najnowszym iPhonem. Na bieżąco zdawała relację, co to udało, a co nie udało jej się skompletować z listy top100, 30, 10 i ileś tam jeszcze “co każda kobieta powinna mieć w szafie” i jakie to super udało jej się „upolować” rajstopy czy majtki, już nie pamiętam. Ilość takich opublikowanych list przeszła wtedy moje najśmielsze wyobrażenia. Nie zdawałam sobie sprawy, że takich list jest cała masa. Rzuciłam wówczas okiem na kilka takich „topówek”. Na żadnej z nich nie znalazłam punktu Styl. Proszę dopisać punkt Styl. Nie. Usunąć wszystko. A wstawić punkt STYL.

– Jesteś tam? – moje myśli przerywa głos Eli.
– Elu – zaczynam mówić przypominając sobie tak
ą top10 – nie musisz mieć w szafie jeansów. Wyrzuć je. Zyskasz miejsce w szafie, a Panowie widok jednej z lepszych części Twego ciała. Po drugie, nie musisz mieć w szafie T-shirtów. Przecież drewno do kominka rąbie Ci pan Rysio. To samo z żakietem. Nie pamiętam już kiedy ostatnio widziałam Cię w żakiecie, a poza tym to żaden eliksir elegancji. Nie musisz mieć – wyliczam dalej – koszuli. Jest tyle innych sposobów by ubrać górną część ciała. Nie musisz mieć Topu, bo drugim Gołotą i tak nie chcesz być. Nie musisz mieć swetra, bo w przeciwieństwie do mnie, nigdy nie jest Ci zimno. Ciągnę dalej, choć na samą myśl, że mogłabym nie mieć kaszmirowego sweterka robi mi się zimno – Nie musisz mieć „małej czarnej” – uhm… – milknę na chwilę i myślę, że „Coco Chanel była jednak genialna”.

Ela słucha, nie przerywa. Postanawiam szybko zakończyć swe wywody:
– Tak samo nie musisz mieć płaszcza, bo w Twoim samochodzie ani nie pada ani nie wieje. Jedno, co potrzebujesz mieć w szafie to Styl.
– Ale ja mam swój styl… – niepewnie mówi Ela.
– Oczywiście,
że masz! – szybko odpowiadam – Masz go w sobie! Musisz go tylko odkryć! Wyrzuć z szafy wszystko co tylko się da. A da się wyrzucić wszystko. Zostaw tylko jedno ubranie, które naprawdę lubisz, i w którym dobrze się czujesz. Bluzka czy majtki, nieważne. To ma być Twoja najbardziej ulubiona rzecz. To jest właśnie taka baza Twojego stylu. Do tej bazy konsekwentnie dobierz resztę ubrań, a pozostałą resztę możesz wyrzucić. Pomogę Ci. Za godzinę będę u Ciebie.

***

Dwadzieścia minut jazdy samochodem i w oddali dostrzegam bramę wjazdową do domu Eli. Brama jest niewysoka, zawsze otwarta. To nic nadzwyczajnego, tutaj większość bram jest otwartych. Przez świerki, których Ela nie odróżnia od sosen, przebłyskują zapalone światła w całym domu. Zastanawiam się, czy przypadkiem Ela nie zorganizowała zlotu wszystkich znajomych pod hasłem „pomagamy ubrać się Eli”? Odwracam się i widzę, że Joasia zasnęła. Jest dobrze. Podjeżdżam pod dom, wyłączam silnik samochodu i wysiadam. Cisza. Wilgotne liście drzew odbijają docierające z oddali światła. Są jak tysiące malutkich latarenek zawieszonych na drzewie. Sprawdzam czy gwiazdy wciąż są na niebie. Z oddali dobiegają słabe dźwięki oddalonej o kilka mil autostrady. Takie delikatne odgłosy autostrady działają na mnie kojąco. Lubię tu przyjeżdżać. Choćby tylko dla tego uczucia; kojących dźwięków autostrady.

Zauważam nowe zewnętrzne oświetlenie bocznej ściany domu, o którym mówiła Ela. Upolowała je na wyprzedaży za jakieś grosze. Rzeczywiście jest całkiem fajne. Szukam czegoś podobnego już od ponad pół roku (!) i nic, nic, nic. Wszystko jest albo za duże, albo za małe, albo jakieś takie toporne. A ja potrzebuję czegoś w sam raz! Czy to tylko ja tak mam, że wydaje mi się, że wszystko w sklepach jest, ale jak już chcę coś kupić okazuje się, że tak naprawdę to nic nie ma?

Delikatnie wyciągam z samochodu siodełko ze śpiącą Joasią i powoli, tak by jej nie obudzić, wchodzę na schody prowadzące do drzwi Eli. Raz, dwa, trzy. Odkąd Joasia zaczęła chodzić, automatycznie liczę stopnie wchodząc po schodach. Z tą małą różnicą, że jak wchodzę z Joasią, liczę na głos; jak wchodzę sama, liczę w myślach. Czy to tak już na stałe mi zostanie? Naciskam na dzwonek. Ciszę przerywa spokojne niskotonowe ding, dong. Drzwi otwierają się, a przede mną pojawia się Ela w białej koszulowej bluzce z Azorem i Burkiem u boku. Ela, choćby założyła na siebie worek na kartofle, zawsze będzie ładnie wyglądać. Psy radośnie szczekają, machając swoimi kudłatymi ogonami próbują dosięgnąć Joasi, w końcu wybiegają przed dom.

– Śpiii? – szeptem zadaje retoryczne pytanie Ela widząc, ze Joasia tylko lekko poruszyła się na szczekanie psów. To dla Joasi pora wieczornej drzemki, a jazda samochodem dodatkowo ją ukoiła.

– Wchodź – mówi Ela – tylko ostrożnie, nie podtknij się! W przedsionku pod schodami zauważam rząd jednakowych białych worków foliowych. Od razu domyślam się, że Ela zaczęła porządki tak, jak na zdecydowaną osobę przystało. Wyraźnie odzyskała już swoją formę, z czego bardzo cieszę się.

– Ile ich masz? – pytam.
– Na razie dwanaście! – radośnie odpowiada Ela. We wtorek będzie jeździł samochód z charytatywnej organizacji. To co jest w dobrym stanie składam tutaj, może komuś przyda się. Reszta ląduje w koszu.
– Szybka jesteś! Nie, co ja mówię! Ekspresowa! – śmieję się – Może za bardzo dosłownie wzięłaś to sobie wszystko do serca…Dużo Ci jeszcze zostało? – pytam i widzę przed sobą szczęśliwą kobietę.

– Trochę jeszcze tego jest, ale nie mam litości! – śmieje się Ela – Zmotywowałaś mnie. To co powiedziałaś można brać z przymrużeniem oka, ale w sumie to prawda. W zasadzie w większości tych ubrań nie chodzę, niektórych nawet ani razu nie założyłam, więc pewnie i tak nigdy nie założę; ubrania są do noszenia, a nie do kolekcjonowania; czas na porządne odświeżenie szafy. Najważniejsze, że od razu czuję się lepiej. To działa jak porządki w mojej głowie! – radośnie mówi Ela – Zostaję w koszuli i legginsach, a jutro jadę na zakupy. Ale nie kupię już więcej wszystkiego co tylko mi się spodoba. Będę kupować tworząc zestawy, a poszczególne zestawy muszą pasować do siebie. Dobry plan?
– Geniaalny! – odpowiadam – Jak długo wytrwasz w swym postanowieniu? – lubię przekomarzać się z Elą.
– Oby jak najdłużej! – śmieje się Ela – Chodź, mam now
ą świetną herbatę!

Tego wieczoru długo paliły się światła w salonie Eli.